Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Muzyka i tance polinezyjskie

sobota, 06 lutego 2010 19:16



Zapomnialam zupelnie, ze to karnawal! Na szczescie przypomnialo mi sie i dlatego dzis bedzie o tancach i muzyce.

Od zamierzchlych czasow muzyka i taniec byly gleboko zakorzenione w kulturze polinezyjskiej. W epoce intensywnej chrystianizacji wysp doszlo prawie do ich calkowitego zaniku. Od nowa odzyly dopiero na poczatku XX wieku. Powrocono wtedy do tradycyjnych instrumentow takich jak: wielki beben, flet nosowy (vivo), muszla morska (pu), maly beben (pahu), ukelele (rodzaj mandoliny skonstruowanej na wzor portugalskiej bagha) oraz to'ere - beben pionowy.

 

Sposrod wielu tradycyjnych tancow mozna wyodrebnic cztery podstawowe rodzaje:

 

otea - kiedys grupowy taniec wojenny wykonywany przez ustawionych w szeregach tancerzy tanczacych w rytm instrumentow perkusyjnych. Dzis mocno sie sfeminizowal.  Ponizszy link to otea tane czyli wersja meska.

http://www.youtube.com/watch?v=xr9uk-B3JYc

 

hivinau - taniec grupowy tanczony w kole w rytm bebnow i przy wtorze meskiego solisty prowadzacego spiewany dialog z chorem tanczacych.

 

aparima - karmonijny taniec podczas ktorego ustawieni w rzedy tancerze przedstawiaja sceny z zycia codziennego. Akompaniowaly  mu spiew i ukelele. Kiedys! Dzis najbardziej slyszalny jest lomot megabasow.

http://www.youtube.com/watch?v=QJL4B4bNEFs

 

pao'a - zmyslowy taniec w ktorym para tancerzy improwizuje w rytm oklaskow siedzacych w polkolu tancerzy.

 

 

Dzis na Tahiti kroluje tamure - taneczny kompromis wszystki poprzednio wymienionych tancow. Bardzo spektakularny i zmyslowy.

http://www.youtube.com/watch?v=ggkVxhWmbAA

 

Tyle o tancach.

 

Nie jestem muzykologiem, nie bede wiec silila sie na analize i komentarze na temat muzyki polinezyjskiej i tego w jaki sposob ewoluowala. Dlatego wstawiam

kilka linkow video z aktualna i dawniejsza muzyka polinezyjska:

 

http://www.wat.tv/video/528270/line-Polynesie-clip.html 

http://www.wat.tv/video/508011/line-Angelo--Te-hohoa.html 

http://www.wat.tv/video/487632/line-Fenua--paradisia_tahiti-clip.html 

http://www.wat.tv/video/496949/line-Royal-band--Rima-tatara-o-rimatara_tahiti-clip.html 

 

Na koniec moja ulubiona Sabrina Laughlin spiewajaca Rori Rori.

http://www.youtube.com/watch?v=zaKV7rYT8n8

 

Markizy :

http://www.wat.tv/video/504080/line-Landon-Jones--Ua-moe-haatooa.html 

http://www.wat.tv/video/505174/line-TE-AHO-PUROTU-pahonoraa.html 

Prawdziwa meska muzyka i taniec:

http://www.wat.tv/video/nuku-haka-1e7dq_18tck_.html

 

Przyrzad z ktorym tancza wojownicy to nie ciupaga, to prawdziwy casse-tête (rozbijacz glowy), ktorego europejski ubogi krewny powszechnie znany jest jako kastet.

http://www.wat.tv/video/nuku-haka-1dlc7_18tck_.html

 

Jesli ktos chce zrozumiec moja niechec do megabasow, niech sobie poslucha video na naglosniejszym ustawieniu dzwieku.  

Nie wstawiam video bezposrednio do bloga, bo po pierwsze nie umiem, a po drugie szkoda mi miejsca i pojemnosci. W koncu i tak trzeba tylko kliknac.

Gosciom bloga zycze milych wrazen i odradzam nasladowanie tahitanskich tancerek i ich ruchow biodrami. To nie takie proste jak sie wydaje i mozna sobie krzywde zrobic. :)

A ze nie ma tanca bez kwiatka za uchem to wstawiam kwiat tiare - przyjemnie pachnacy symbol Tahiti. Kwiat za prawym uchem oznacza "jestem zajeta", natomiast za lewym wyraznie mowi "szukam bratniej duszy, jestem wolna".

Swoja droga, to szkoda ze nie ma takiego zwyczaju w Polsce. Juz widze naszch rodzimych matcho z kwiatkami za uszami :)




komentarze (3) | dodaj komentarz

Marcowy poranek w Toruniu

środa, 03 lutego 2010 14:42

Nasza ostatnia wizyta w Toruniu. Nie byla dluga, trwala tylko godzine. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek wroce do miasta w ktorym sie urodzilam i wychowalam. 
Miasto wypieknialo i... zmienilo sie tak bardzo, ze juz sie w nim nie rozpoznaje.  





Mury obronne.





Ulica Zeglarska.





Rynek od strony Poczty Glownej.





W glebi Poczta Glowna, .





Teatr W.Horzycy

komentarze (5) | dodaj komentarz

Lolo - sasiedzi z fare vert (cd)

sobota, 30 stycznia 2010 21:09

 

Drugim sasiadujacym bezposrednio z nami malzenstwem byli: Laurent, zwany pozniej Lolo, i pochodzaca z Nuku Hiva na Markizach, Marie. Mieli trojke duzych juz dzieci. Dwudziestodwuletni Teiki skonczyl studia informatyczne we Francji,  starsza corka anglistyke w Papeete i wlasnie byla na stazu w Nowej Zelandii,  najmlodsza (adoptowana) chodzila do liceum. Takich sasiadow zycze wszystkim. Do tego stopnia dyskretni, ze wydawalo nam sie, ze w ich domu nikt nie mieszka. Dopiero po kilku dniach spostrzeglismy, ze po zmroku pali sie swiatlo. Pozniej, odbierajac na schodkach przed domem codzienna wieczorna defilade samochodow, zauwazylismy, ze z jednego niebieskiego samochodu ktos nas pozdrawia machajac reka. No to tez machalismy. Co nam szkodzi pomachac.

Od naszego przyjazdu uplynelo juz nieco czasu, gdy pewnego poznego popoludnia uslyszalam meski glos niezbyt glosno nawolujacy sasiadow. W pierwszej chwili nie przyszlo mi do glowy, ze  to do nas. Jednak gdy do glosu dolaczylo sie pukanie w sciane naszego garazu, wyszlam z domu. Za siatka stal usmiechniety spory kawal chlopa z wypchanymi plastikowymi torbami.

-          Dzien dobry, sasiadko! Przywiozlem warzywa. Troche ogorkow, troche pomidorow, salaty,umara (slodkie pataty) i cebule. - powiedzial i przerzucil przez plot, tak na oko, ze dwadziescia kilo warzyw.

-          Ô! Dziekuje bardzo. Ile jestem panu winna. Za darmo? Alez nie moge! Nie trzeba bylo. Jak to milo ... - zaczelam z siebie wyrzucac okolicznosciowe podziekowania. - To moze chociaz sie przedstawie  ..

-          Nie potrzeba. - przerwal mi. - Przeciez wszyscy juz wiedza kim jestescie. W tej dziurze poczta pantoflowa jest niezawodna. Ciekaw tylko jestem ile dorzucili do prawdy? Mieszkam tu dwadziescia lat i znam ich zamilowanie do mielenia ozorami. - stwierdzil.

Odglosy naszej rozmowy zaintrygowaly Stefa na tyle, ze wyszedl z domu! Dodaje wykrzyknik, bo po to zeby Stef wyszedl z domu musi wybuchnac pozar albo bomba atomowa. Uscisneli sobie panowie przednie lapki i zaczela sie "krotka" rozmowa. Mysle, ze gdyby nie atakujace z krwawa determinacja  komary, to rozmowa ta trwalaby do dzis. Zazwyczaj malomowny Stef rozgadal sie jak Piekarski na mekach. Obaj caly czas tkwili przy tym nieszczesnym plocie a na moje niesmiale propozycje wejscia do domu, odpowiadali, ze przeciez zaraz koncza. Jeszcze chwila i rozchodza sie.

Po pieciu minutach bylismy na ty.

Po trzech kwadransach poszlam po fotel i wygodnie usadowilam sie aby dalej uczestniczyc w nieslychanie interesujacej rozmowie. Panowie nadal twardo stali przy plocie. 

Po godzinie obejrzelismy prawie wszystkie tatuaze Lolusia. Te na posladkach zachowal dla siebie.

Po dwoch godzinach bardzo dokladnie znalismy nasze zyciorysy. 

Przed uplywem trzeciej godziny zaprosilam Lolo na kawe.

Przez nastepne pol godziny tlumaczyl mi jak miejscowi pojmuja takie zaproszenie czyli, ze kawy ma byc malo, za to zarcia duzo. I ze na takie przyjecie nalezy zarezerwowac caly dzien. Dorzucil takze, ze z zona nie przyjdzie, bo Marie jest niesmiala, a tak szczerze, to i tak nie ma o czym z nia rozmawiac. Stanelo na tym, ze przyjdzie w najblizsza niedziele w poludnie. Rozstalismy sie o dziewiatej wieczorem. Zabralismy wory ze powiedlymi warzywami i pograzylismy sie w glebokiej dyskusji dotyczacej menu niedzielnej "kawy".

Z „krotkiej" rozmowy dowiedzielismy sie, ze Lolo pochodzi z Normandii i jest bylym marynarzem, a dokladniej, kucharzem na okrecie i na zarelku zna sie, ze ho ho ho! Podczas pobytu na Tahiti poznal Marie, zszedl z okretu i zostal az do tej pory. Teraz pracuje jako szef brygady na plantacji warzyw u chinczyka, a Marie mu pomaga. Oboje pracuja na czarno wiec mowy o zanych emeryturach na starosc nie ma i nie bedzie. Ale to malo wazne, bo jakos musi byc. W koncu po to wyksztalcili i wychowali dzieci.

Wszystko to zostalo powiedziane z pogodnym usmiechem i pelnym jowialnosci tonem. Przy okazji dowiedzielismy sie, ze Maeva i Michel to fumier (gnoje), ktorych nalezy omijac z daleka. A gdy sie zbliza to im nogi  powyrywac, a z czego to wszyscy wiedza. Wszystko to co odnosilo sie do drugich sasiadow  zostalo powiedziane stentorowym, slyszalnym na  sto metrow wokol, glosem. Zeby nie bylo watpliwosci. Z perspektywy czasu musze przyznac, ze mial racje.

Nasza niedzielna "kawusia" trwala siedem bitych godzin i skladala sie z siedmiu dan. Jej ofiarami padly dwa kurczaki, jakies prosie ktoremu wycieto schab, wiele warzyw i owocow oraz sporej wielkosci tort i litr lodow. Dzieki Lolusiowi spedzilismy bardzo przyjemny dzien.  Moze dlatego, ze natychmiast po przyjsciu do nas "kuchennymi drzwiami" czyli dziura w plocie, podszedl do ogrodzenia przy domu Maevy i Michel i oznajmil gromkim glosem, ze jak uslyszy chocby pisk myszy, to bedzie tak dlugo pral po pyskach, az upodobnia sie do glow tiki (tutejsze posagi bozkow charakteryzujace sie duza glowa. Najwieksze tiki znajduja sie na Wyspach Wielkanocnych). Tym to sposobem udalo nam sie spedzic kilka godzin we wzglednej ciszy.

Lolo i cala rodzina  okazali sie bardzo fajnymi, uczciwymi i pracowitymi ludzmi z ktorymi do dzis utrzymujemy przyjacielskie kontakty. Do dzis ich lubie za to, ze z nimi wszystko jest jasne i proste.

 



Lolo nie lubil sie fotografowac. Tylko przypadkiem udalo mi sie go uchwycic podczas kolacji z przyjaciolmi. To ten w granatowej koszulce siedzacy po prawej; wyraznie widac tatuaz na przedramieniu.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ohydna reklama

środa, 27 stycznia 2010 11:17


Rozumiem, ze portal z czegos musi zyc dlatego nie mam za zle reklam "wiszacych" nad blogiem lub po nim jezdzacych. Trudno mi jednak zrozumiec kryteria oceny na podstawie ktorych nieestetyczny widok sflaczalego brzuszyska ma byc dobra reklama srodkow odchudzajacych.  Nie dosc, ze zwisajace faldy sa malo apetyczne, to jakosc zdjecia jest zalosna. Jedynym wytlumaczeniem powstania tego publicystycznego potwora jest to, ze stworzony zostal na zamowienie osobnikow nie posiadajacych za grosz jakiegokolwiek smaku, a jego grupa docelowa jest najprymitywniejsza czesc  spoleczenstwa. Inaczej trudno wytlumaczyc istnienie tego reklamowego bubla grasujacego od dwoch dni po reklamowej przestrzeni portalu.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Hodonin

poniedziałek, 25 stycznia 2010 15:21


Hodonin  to sredniej  wielkosci miasto lezace na pludniu poludniowomorawskiego kraju. Niszczace naloty pod koniec II wojny swiatowej pozbawily miasto wlasciwej czeskim miastom urody;  nie ma tu ryneczku z arkadami ani starych kamiennic. Nic nie szkodzi, wazne jest, ze miasto zaleczylo architektoniczne rany i zyje wlasnym intensywmym zyciem.




Budynek firmy zajmujacej sie wydobyciem ropy naftowej.  Trudno porownac Morawy do Kuwejtu pod wzgledem ilosci ropy, za to pod wzgledem swej jakosci czeska ropa bije rekordy i choc jest jej niewiele, jej wydobycie jest oplacalne, bo pozwala na olbrzymie oszczednosci przy rafinacji importowanej ropy.
 




Galeria Sztuki w ktorej zawsze dzieje sie cos ciekawego.






Glowna ulica





Ratusz na placu Masaryka. Pierwszy prezydent Czechoslowacji urodzil sie w Hodoninie.





Kiedys to byla tetniaca zyciem gospoda przy  ocalalej uliczce.





Jeden z budynkow nowoczesnej przetworni ryb. Na kpiace pytanie co oni tam przetwazaja, bo przeciez dostepu do morza nie maja, odpowiem, ze ryby z ogromnej ilosci stawow hodowlanych na ktore mozna sie natknac we wszystkich regionach Czech. Pierwsze stawy rybne zaczeli budowac okolo szesciuset lat temu.  





Jeszcze jedna urocza uliczka lezaca na mojej drodze do centrum miasta.





A to juz hala sportowa, w ktorej regularnie odbywaja sie mecze ligowe i imprezy sportowe. Ze struktur sportowych jest jeszcze kryty basen, w lecie jest otwarte swiezo wyremontowane kapielisko miejskie oprocz tego sa jeszcze kryte lodowisko i korty tenisowe. Jeden kolo hali krytego lodowiska, drugi  w innej czesci miasta. Jest takze sporej wielkosci Zoo i duzy las z dobrze oznaczonymi szlakami turystycznymi.

Calkiem niezle jak na powiatowe miasto z niecalymi trzydziestoma tysiacami mieszkancow.

Oto link do strony miasta Hodonina: http://www.hodonin.eu/


 

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Blog o:

podrozach, fotografii, jezykach, Francji, Tahiti, Urugwaju, Czechach i Polsce czyli o wszystkim co lubie i co widzialam wedrujac po swiecie.

O mnie

Malo wzrostu, sporo fantazji wymieszanej z pragmatyzmem. Duzo podrozy, duzy dystans... Na serio biore innych, bo siebie sama za dobrze znam :) Zero zludzen, duzo optymizmu i przekonanie, ze problemy istnieja po to by je rozwiazywac, a nie po to zeby nad nimi plakac. Wad za duzo by je tu wymienic. Zalet niewiele, dwie: calkowity brak zawisci i zazdrosci. Dobre i to! Czasami zlosliwawa, ale tylko w stosunku do durniow z nadetym ego.
Fotografie, ktore nie sa mojego autorstwa sa oznaczone opisem "foto web" lub nazwiskiem autora.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 22.01.2010 14:08:14
  • autor: ewa.kacz
  • treść: "Zalet niewiele...

Statystyki

Odwiedziny: 11384
Wpisy
  • liczba: 93
Bloog istnieje od: 265 dni

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728