To bankowe oznaczenie waluty Polinezji Francuskiej. No, jesli ma byc o kosztach zycia, to bedzie. Jako najlepszy przykladem posluze sie czynszem wynajmowanych przez nas domow. Tygodniowymi wydatkami na zycie i tzw. stalymi oplatami jak elektrycznosc, internet, tv satelitarna, telefon itp. Zaczne od tego, ze 1 euro to 119,33 frankow PCF.
Czynsz za pierwszy dom Fare vert wynosil 60 tysiecy PCF. Do tego srednio 10 tys. telefon, 22 tys. televizja satelitarna, 6 tys elektrycznosc. Gaz w butlach ok. 2 tys. Woda, za wyjatkiem Papeete i Faa'a jest dostarczana za darmo. Czyli koszt calkowity wynosil 100 tys PCF tj. ... o cholera! Wyszlo 838 euro !!!
Drugi dom do ktorego przeprowadzilismy sie 1 kwietnia 2005 roku to bungalow wynajmowany w pensjonacie "Chez Jeaninne". Czynsz, wraz z elektrycznoscia wynosil 90 tys. Pozbylismy sie marnej telewizji satelitarnej ale za to wzielismy internet za 9260 PCF. Do tego gaz i telefon 12 tys. Razem miesiecznie 111.260 PCF co odpowiada 932 euro. Tez niezle!
Trzeci dom zwany bialym domem w Te Honu - od pazdziernika 2005 do marca 2006: wynajem 80 tys. plus internet, gaz, telefon i elektrycznosc. Prawie o 10 tys. tanszy, bo tylko 101.272. CPF co daje 849 euro.
Na kilka miesiecy przed wyjazdem zlikwidowalismy bialy dom i w marcu przenieslismy sie do dwoch goscinnych pokoi w pensjonacie u Flotahii dalej zwanej Flo. Koszt, z calodziennym utrzymaniem na dwie osoby 110 tys czyli 921 euro Internet u Flo. Wszystkie oplaty jak gaz, elektrycznosc tez ponoszone przez Flo. Telefonowalismy z komorki. Odpadlo nam tez kupowanie jedzenia. Gotowala smacznie i bylo bardzo sympatycznie. Tym bardziej, ze morze bylo tuz tuz. O niecale 10 metrow. O tsunami nie staralam sie nawet myslec .
To sa wydatki na dom, powiedzmy poszczegolne domy, do ktorych nalezy dorzucic okolo 20 tys. tygodniowo na zywnosc i papierosy. Jak nie bylo papierosow to byly slodycze. Widac to na zdjeciach. Z perspektywy czasu to najbardziej ekonomiczne jest czwarte rozwiazanie, mieszkanie u Flo.
Podam z pamieci ceny podstawowych artykulow w PCF w kg lub sztukach. Nie jestem pewna czy dobrze licze, ale wyszlo mi, ze 1 zl = okolo 26 PCF czyli trzeba dzielic ceny przez 26.
Bagietka - 90,00 = 0,75 €
Ziemniaki - 120,00 = 1 €
Maslo (kostka 250g) - 300,00 = 2,5 €
Margaryna (500g) - 450,00 = 3,8 €
Mieso wolowe na steck (z Nowej Zelandii) - 1300,00 kg = 10,9 € w opakowaniach po 2-3 kg;
dobre ale takie jakies slodkawe. Inne od naszego, tzn. francuskiej charolaise.
Wieprzowina miejscowa - 1500,00 = 12,6 €
Jablka z NZ lub USA - 350 do 500 = 2,9 do 4,7 €; kosztowaly mnie fortune, pozeram kilka dziennie
Tunczyk - 1800,00 = 15,1 €
Rekin - 1300,00 = 10,9 €
Losos - 2300,00 = 19,3 €
Ricorée (taka jak ta ktora teraz reklamuja w tv) - 1850,00 = 15,5 € !!! we Francji 4 euro max
Cukier - 80,00 = 0,7 €
Ceny win i markowych alkoholi cztero lub pieciokrotnie wyzsze niz w Europie.
Piwo Hinano ½ l - 160,00 = 1,3 € bez kaucji
Winogrona - 570,00 = 4,8 €
Pomidory - 450,00 = 3,8 €
Obiad jednodaniowy z dwoma piwami na dwie osoby w normalnej restauracji: od 4500,00 do 8000,00 = 38 do 67 €
Billet autobusowy do Papeete - 400,00 = 3,4 €
Pelen bak dla Kangoo - 4500,00= 38 €
Dwie kawy w kafejce - 800,00 = 6,7 €
Ksiazki okroooooooopnie drogie!
Gazeta miejscowa - 160,00 = 1,3 €
Le Monde - 900,00 = 7,5 €
Wizyta u lekarza ogolnego - 1700,00 = 14,2 €
Wizyta u specjalisty - 4500,00 = 37,7 €
Paczka Gauloises - 550,00 = 4,6 €
Chyba wystarczy. Dla wyjasnienia dodam, ze uposazenia wyplacane przez rzad francuski, tzn. pensje nauczycieli, zandarmow, wojskowych, funkcjonariuszy urzedu skarbowego, pracownikow administracji panstwowej oraz emerytuty tychze, po zamieszkaniu na Tahiti automatycznie zwiekszaja sie o 75 % . Dzieki temu moglismy sobie pozwolic na zamieszkanie tam.
To ze Francja placi , nie jest objawem wielkodusznosci. Pomijajac kolosalne dotacje plynace co roku z Paryza na szkolnictwo, lecznictwo i infrastruktury, przytocze glowne zrodla dochodu Autonomicznego Zamorskiego Terytorium Francji Polinezji Francuskiej i okaze sie, ze na pierwszym miejscu znajduje sie turystyka, na drugim funkcjonariusze panstwowi na emeryturze, a na trzecim export czarnej perly. Z aktywnych funkcjonariuszy nie ma zadnego pozytku, bo za ich przeprowadzki placi Francja. Przywoza cale kontenery mebli, niczego nie kupuja na miejscu, oszcze dzaja i wracaja po kilku latach do Europy z pieniedzmi.
Najnizszy ustawowy zarobek wynosil 95.000 CPF. Najwyzsza cena za wynajecie domu jaka widzialam to 500.000. Jedynym wyjsciem dla wielu tahitanczykow sa domy socjalne. Doskonalej jakosci i ... za darmo. Najemca placi tylko dzierzawe za teren na ktorym OPH stawia dom. Taka dzierzawe podpisuje sie na 99 lat. Pozwala to na unikniecie wielu problemow dotyczacych prawa wlasnosci ziemi.
Podane ceny dotycza okresu od 4 lipca 2004 do 6 lipca 2006.

Bungalow "Chez Jeaninne"
Bialy dom w Te Honu
Widok na zajmowane przez nas skrzydlo domu Flotahii. Tu spedzilismy najlepsze cztery miesiace z dwoch lat spedzonych na Tahiti.
Fotografie Fare vert umiescilam we wpisie o tym samym tytule.
/Tahiti, 2004 - 2006/
Wczoraj spedzilam caly dzien w Kromieryzu, bardzo udany dzien. Widzialam Zamek Arcybiskupi z ogrodem, zwiedzilam miasto, barokowy Ogrod Kwiatowy i wystawe Andy'ego Warhola.
Nie bede opisywala historii miasta, bo kazdy moze ja sobie przeczytac chocby w Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kromiery%C5%BC .
Nie moge na tym blogu wstawic wszystkich zdjec z Kromieryza, bo sie nie zmieszcza. Z setek zdjec wybralam ponad szescdziesiat. Beda sie ukazywaly co piec dni na moim fotoblogu http://photomar.over-blog.com/ .
Nie napisze takze, ze Kromieryz trzeba koniecznie zobaczyc, bo w dzisiejszym swiecie nie ma nic glupszego od tego rodzaju nakazow.
Po prostu napisze, ze spedzilam wspanialy dzien i ze wroce tam jeszcze. A dzis dodam tylko kilka fotografii.
Zamek Arcybiskupi
Pawilon w Zamkowym Ogrodzie
Ogrod Kwiatow
Kolumnada w Ogrodzie Kwiatow
Rynek, ratusz
Rynek
Nie wiem jak nazywa sie ten kwiat. Zupelnie nie znam sie na kwiatach, a na egzotycznych wcale. Ten kwitl w sierpniu, czyli w zimie, na krzewie tuz przed naszm bungalowem. Zamkniety z daleka wygladal jak pilka tenisowa, otwarty osiagal rozmiar sporego talerzyka.
Leniwy byl i nieskory do pokazania sie swiatu. Ozywial sie dopiero w poludnie. Wtedy bez pospiechu otwieral platki. Trwalo to prawie cztery godziny tak, ze ukazywal sie swiatu w calej krasie dopiero okolo czywartej po poludniu. Nie trwalo to dluzej niz godzine, po uplynieciu ktorej wraz z zapadajacym zmierzchem zamykal sie w sobie az do nastepnego dnia. W porownaniu z innym tahitanskimi kwiatami byl pardzo powsciagliwy w demonstrowaniu swej urody. 
13 sierpnia 2005, 16H04
13 sierpnia 2005, 10H43
Sa wakacje wiec bez obaw mozna zastanowic sie nad historia slowa liceum. Jak na tak krotkie slowo jest ona dosc dluga.
Wszystko zaczelo sie kilka tysiecy lat temu w greckich gorach, gdzie zimy sa mniej laskawe niz mozna by przypuszczac. W tych zamierzchlych czasach byly tak surowe, ze dreczone gorskim zimnem i sniegiem wilki zdecydowaly sie na uprawianie turystyki sezonowej i schodzily na niziny w poszukiwaniu nieco cieplejszego zakatka. Jako ulubione miejsce zimowych ferii wybraly obszar lezacy na polnocny-wschod od starozytnych Aten, ktore z powodu zimowych wizyt nazwano lukos (wilk).
Wraz z powrotem wiosny wilki wracaly w gory a ich miejsce zajmowali ludzie, ktorzy urzadzili sobie tam gimnazjum - miejsce do uprawiania gimnastyki, biegow i zapasow.
Nieco pozniej, Arystoteles, byly nauczyciel Aleksandra Wielkiego, uznal lukos, za doskonale miejsce do filozofowania. Spacerowal wiec zawziecie ze swymi uczniami wokol wzniesionego juz dawno perystylu i krecac sie w kolko wyjasnial zawilosci filozofii.
Od tej pory lukos przestalo oznaczac wilcze zimowisko i stalo sie miejscem nauczania. Z czasem greckie Λύκειο przeksztalcilo sie we wloskie liceo, francuskie lycée i polskie liceum.
Na osiemnastowiecznych uniwersytetach liceami nazywano miejsce w ktorym zbierali sie humanisci. Dopiero na poczatku XIX liceum stalo sie tym czym jest do dzis - szkola czyli miejscem do ktorego wspolczesne mlode wilczki chodza od wrzesnia do czerwca i w ktorym, idac za glosem tradycji, czesto uprawiaja turystyke nieslusznie zwana przez nastepcow Arystotelesa wagarami.

(foto web)
podrozach, fotografii, jezykach, Francji, Tahiti, Urugwaju, Czechach i Polsce czyli o wszystkim co lubie i co widzialam wedrujac po swiecie.
Malo wzrostu, sporo fantazji wymieszanej z pragmatyzmem. Duzo podrozy, duzy dystans... Na serio biore innych, bo siebie sama za dobrze znam :) Zero zludzen, duzo optymizmu i przekonanie, ze problemy istnieja po to by je rozwiazywac, a nie po to zeby nad nimi plakac. Wad za duzo by je tu wymienic. Zalet niewiele, dwie: calkowity brak zawisci i zazdrosci. Dobre i to! Czasami zlosliwawa, ale tylko w stosunku do durniow z nadetym ego.
Fotografie, ktore nie sa mojego autorstwa sa oznaczone opisem "foto web" lub nazwiskiem autora.
Adres: uyu@wp.pl
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: